Wyprawa na Mauritius. Szczęśliwa wyspa na krańcu świata.

Rajska wyspa.

W tym roku na wakacje rodzinne obraliśmy dość egzotyczny jak dla nas kierunek – Mauritius. Niewielkie państwo wyspiarskie położne na Oceanie Indyjskim około 900 km na wschód od Madagaskaru. Razem z wyspą Rodrigues, Agalega i archipelagiem Cardagos Carajos tworzą archipelag Maskarenów. A tylko 174 km od Mauritiusa jest położony Reunion.

20180719_092045-2Fot. arek photo travel

Lot z Polski trwa w sumie około 14-15 godzin z transferem w Holandii lub Francji. Na pokładzie Air Mauritius otrzymaliśmy formularze wizowe, które po wypełnieniu należy okazać na lotnisku. Ważne, aby mieć przy sobie potwierdzenie rezerwacji z Waszego miejsca pobytu na wyspie oraz bilet powrotny z widoczną datą wylotu. Jest to skrupulatnie sprawdzane przez służby. Waluta Mauritiusa to Rupia Maurytyjska. Jedna rupia to równowartość 11 groszy. Ceny żywności są porównywalne z naszymi, ale za to woda jest tu droższa od coli. Różnica w czasie to +2 godziny w stosunku do czasu polskiego. Językiem urzędowym jest angielski, jednak wszyscy mieszkańcy porozumiewają się tu po kreolsku, który jest zbliżony do języka francuskiego i po francusku. Zresztą z moich obserwacji wynika, że większość przyjeżdzających turystów to Francuzi. Następna duża społeczność to Holendrzy i Anglicy.

 

Najlepsza pora na odwiedziny.

Wybraliśmy się na wyspę na początku lipca początek naszego lata i równocześnie tutejszej zimy. Zima na Mauritiusie to temperatura około 22-26 stopni, ale też dość silne wiatry i krótkie dni. Zachód słońca był w okresie naszego pobytu przed godziną 18.00. Według mieszkańców najlepszym momentem na odwiedzenie wyspy to przełom marca i kwietnia oraz września i października. W tych miesiącach mamy zapewnione komfortowe temperatury i nie za wysoką wilgotność.

Za to takich „zimowych” zachodów słońca, jakie miałam okazję oglądać, nie zapomnę do końca życia.

20180717_182538-220180716_182648-2Fot. arek photo travel

Nasza baza noclegowa.

Zatrzymaliśmy się w południowo – zachodniej części na niewielkim półwyspie Le Morne. Bardzo polecam tę część wyspy. Po pierwsze majestatyczna skała Brabant. Miejsce to ma ogromne znaczenie zwłaszcza dla kreolskiej ludności. To właśnie tu, w XIX wieku znaleźli schronienie zbiegli niewolnicy. Niedługo potem do zbiegów wysłano oddział policji, mający ich poinformować o wprowadzeniu abolicji. Niestety myśląc, że patrol przybył, aby ich spacyfikować, rzucili się w przepaść by uniknąć porażki. Le Morne od niedawna jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

20180707_083628-2Fot. arek photo travel

 

Po drugie wzdłuż wybrzeża usytułowanych jest 5 dużych kompleksów hotelowych i gwarantuję, że wybierając którykolwiek z nich będziecie bardzo zadowoleni. Ponadto panują tu idealne warunki do uprawiania wszelkich sportów wodnych i nie tylko. Kitesurfing, windserfing, narty wodne, żagle, rowery i szybkie łodzie motorowe, to tylko cześć atrakcji.

Fot. arek photo travel

 

Po trzecie piękne widoki, duże przestrzenie między, estetycznie wykonanymi i urządzonymi bungalowami hotelowymi, których dachy w większości pokryte są liśćmi z trzciny cukrowej.  Podgrzewane prywatne baseny przy domkach, korty tenisowe, pola golfowe, rozległe plaże z bialutkim piaskiem i kolor wody we wszystkich odcieniach lazuru to wszystko sprawia, że czujesz się naprawdę komfortowo. Obsługa hotelu dyskretna i bardzo życzliwa. Na powitanie dostaliśmy nawet prezenty i butelkę wina musującego z serdecznymi życzeniami dobrej zabawy na wyspie. Czego chcieć więcej?

 

Zadbane ogrody, egzotyczne, drzewa i krzewy obsypane kwiatami oraz kolorowe, śpiewające o świcie ptaki to wizytówka maurytyjskich hoteli w tej części wyspy.

Fot. Arek photo travel

Mieszkańcy szanują swoje miejsce na ziemi i  bardzo dbają o jego czystość, jednak w biedniejszych dystryktach na ulicach jest mnóstwo bezpańskich, głodnych psów. Maurytyjczycy sami przyznają, że mają problem z zapanowaniem nad ich rozmnażaniem i chyba zabrakło tu świadomości i chęci rozwiązania tego narastającego problemu.

Kuchnia kreolska.

Kuchnia kreolska charakterystyczna dla tego regionu to silny wpływ kuchni francuskiej co czyni ją wyjątkowo smaczną i różnorodną. To przede wszystkim owoce morza, merlin, tuńczyk, białe, bardzo świeże ryby, jagnięcina, kurczak i mnóstwo aromatycznych przypraw. Delikatna i ostra, wykwintna i jednocześnie prosta. Gwarantuję, że zadowoli każde podniebienie.

 

Port Luis.

Stolicą Mauritiusa jest Port Luis, znajdująca się w północnej części wyspy. Można się tam wybrać będąc przejazdem, bo prawdę mówiąc jedyne co jest warte uwagi to urocza ulica Le Caudan z podwieszanymi wysoko parasolkami, a tak szeroko reklamowany market z rękodziełami jest po prostu dużym pawilonem z licznymi stoiskami oferującymi chińskie wyroby. Można tu jeszcze zobaczyć Muzeum  historii naturalnej z rekonstruowanym szkieletem symbolu Mauritiusa, jakim jest ptak Dodo oraz chińską pagodę Nam Sun Tin How. Najwyższą w Port Luis.

 

 

Środki transportu.

Wybierając się na wycieczki warto rozeznać się, która firma oferuje najlepsze ceny za przejazdy. Różnice potrafią być naprawdę znaczące. Muszę przyznać, iż poruszanie się po wyspie to nie lada wyzwanie. Obowiązuje to ruch lewostronny. Drogi na Mauritiusie są zazwyczaj wąskie i kręte, a jedyna autostrada, którą jechałam do stolicy co 2-3 km miała ronda, które zastępowały, wszędzie spotykane w Europie zjazdy do poszczególnych miejscowości. Skutecznie przez to spowalniały jazdę. Sami nie odważyliśmy się wypożyczyć samochodu czy skutera bo naprawdę trzeba umieć się tu poruszać.

Atrakcje.

Najbardziej zachwyciła mnie poranna wyprawa motorówką, której finałem było niesamowite spotkanie i pływanie z delfinami. To naprawdę mistyczne przeżycie. Dodatkowo w drodze powrotnej mieliśmy szczęście spotkać 2 wieloryby.

22358_photo_xl-2

 

Naturalnie snorkeling czyli pływanie z maską, fajką i płetwami lub nurkowanie jest obowiązkowym punktem pobytu tutaj. Odsłania przepiękne, barwne jak tęcza, podwodne życie, ale też niestety smutne aspekty działalności człowieka, w postaci częściowo zniszczonych, obumarłych raf.

swhwn-98141-Fire-reef-scuba-diving

 

Vanila Park, to miejsce w którym można nakarmić i pogłaskać żółwie olbrzymie, przyjrzeć się krokodylom, rzadko spotykanym gatunkom małp czy gekonów, które jednak nie mają tu zbyt komfortowych warunków do życia. Zdecydowanie królują tu żółwie. Żółwie olbrzymie w okresie podbojów w XVII wieku zostały zupełnie wytępione przez Hiszpanów. Maurytyjczycy sprowadzili je z powrotem na wyspę z Seszeli, aby z powodzeniem odrodzić ten wyjątkowy gatunek zwierząt.

 

 

Flic flac, jedna z najsłynniejszych plaż na południu jest tak samo piękna co zatłoczona. Mnie natomiast zachwyciła, położona w malowniczej zatoce plaża Mont Choicy. Z pięknymi piniami i plażą w nietypowym,  kształcie sierpu.

dav

 

Za to też często reklamowana plaża Grande Baie to w zasadzie niezbyt czysta, zatoka przeznaczona dla łodzi.  Jednocześnie to najbardziej rozrywkowa i tętniąca nocnym życiem cześć miasta.

maceio-vista-aerea-2

 

Cap Malheureux na północy to miejsce znane z każdej maurytyjskiej pocztówki, na której widnieje malutki katolicki kościółek z charakterystyczną czerwoną dachówką, mający za tło przepiękną plażę i zatokę z majestatycznie kołyszącymi się na wodzie, łodziami.

 

Ostatnim punktem naszej wyprawy był Ogród Botaniczny w Pamplemousses, gdzie oprócz wielu egzotycznych odmian drzew, podziwialiśmy gigantyczne lilie wodne położone w najbardziej malowniczej części ogrodu. Jest to najstarszy park zieleni na półkuli południowej, posiadający największą liczbę odmian palm pochodzących ze wszystkich gorących zakątków świata.

20180711_121218-2

Wyjątkowość regionu.

Główną gałęzią przemysłu na Mauritiusie jest uprawa trzciny cukrowej z której wytwarza się cukier i rum. Pola trzciny są widoczne dosłownie wszędzie.  Druga ważna domena to  uprawa herbaty. Trafiliśmy do małej fabryki herbaty Kuanfu, gdzie spośród kilkunastu rodzajów herbaty, czarnej zielonej i z dodatkiem mięty, zakupiłam najbardziej klasyczną czarną, o podobno cudownych właściwościach oczyszczających organizm, uspokajających i uzdrawiających. Zapas tego właśnie specyfiku przywiozłam do Polski. Oprócz tego rum z największej rozlewni Charamel, przyprawy i symbol Mauritiusa czyli drewnianą figurkę ptaka Dodo. Chociaż i tak najważniejszą pamiątką, jak z każdej wyprawy, są dla nas wspomnienia i fotografie, które gdy tylko zechcemy, przywołają najpiękniejsze chwile spędzone na wyspie.

Mieszkańcy Mauritiusa to otwarci, pogodni i bardzo pomocni ludzie. Tym co mnie zaskoczyło i z czym nigdzie indziej się nie spotkałam to to, że przy każdym spotkaniu jako pierwsze padało pytanie czy wszystko jest w porządku? Czy to w taksówce,  restauracji czy na zorganizowanych wyprawach zawsze czuliśmy się zaopiekowani i bezpieczni.

 

Chwila radosnego tańca  w krótkim filmiku poniżej to niedzielny wypoczynek na plaży 🙂

 

Raj na ziemi? Tak, to magiczne miejsce, które na pewno na długo zostanie w naszych sercach i umysłach. Ja mam nadzieję jeszcze tu wrócić i Was zapraszam tu serdecznie. Znajdziecie tu spokój, atmosferę święta, przestrzeń i uśmiech każdego dnia.

dav

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.